Reportaże

poleć serwis drukuj

Sentymentalna podróż do czasów PRL-u, czyli „Boże Narodzenie spod lady”

12-19-2019

Bagażnik dachowy na...
Choinki ozdabiano...
W latach 70. i 80....

O tej epoce w historii naszej ojczyzny mówi się czasem: „siermiężne czasy”. W sklepach półki świeciły pustkami, a gdy już coś „rzucono”, trzeba było stać w długiej kolejce – bez żadnej pewności, że uda się kupić upragniony towar. Nie było wielu udogodnień, bez których dziś nie wyobrażamy sobie nie tylko świąt, ale wręcz życia. A mimo to wiele osób wciąż wraca pamięcią do tych czasów, z ogromnym sentymentem wspominając, że „kiedyś to było…!”. A jak było? Dla młodszego pokolenia ten artykuł może być niczym opowiadanie science fiction, jednak zapewniamy, że wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest absolutnie zamierzone, a tych, którzy z własnego doświadczenia pamiętają święta w PRL-u, zapraszamy na sentymentalną podróż w czasie.

Za czym ta kolejka stoi?

Kiedyś przygotowania do świąt zaczynały się dużo wcześniej. Oczywiście obecnie, zwłaszcza w Ameryce, już od początku listopada wszędzie widać przystrojone choinki i zewsząd jesteśmy bombardowani dźwiękami świątecznych piosenek i zachętami, by kupić wymarzony prezent, ba! mnóstwo prezentów, ozdób i rzeczy, bez których nie wyobrażamy sobie świąt. Wtedy jednak przygotowania miały wymiar zdecydowanie bardziej prozaiczny i wynikały z tego, że wiele rzeczy nie było dostępnych ot tak, na wyciągnięcie ręki, trzeba było je „załatwić”.

Boże Narodzenie to wtedy i dziś czas rodzinnych spotkań przy świątecznym stole. Stole, na którym zgodnie z tradycją powinno się pojawić 12 dań. Z czego jednak te dania przyrządzić, gdy na sklepowych półkach stał tylko ocet? Problemy z zaopatrzeniem były raz większe, raz mniejsze, jednak ogólnie: były. Od końca lat 70. wprowadzano reglamentację towarów. Początkowo na kartki był cukier, mięso i jego przetwory. Potem dołączyły masło, smalec, czekolada, kasza, ryż, mąka, środki do prania i higieny osobistej, a także podstawowe artykuły dla niemowląt. Oznaczało to, że po pierwsze trzeba było mieć „przydział”, żeby daną rzecz kupić, a po drugie… nawet posiadanie kartki nie gwarantowało, że będzie można coś nabyć, bo często tego po prostu w sklepie nie było. A gdy już dany towar „rzucili”, ustawiały się długie kolejki. Mak, wędliny, cukier, karpie – to były przedmioty pożądania wszystkich pań domu. Co prawda przed świętami władze zwiększały dostawy – a przynajmniej tak informowały propagandowe media – jednak nie zaspokajało to potrzeb rynku. A odstać swoje trzeba było! Kolejki były sportem wyczynowym i zarazem rodzinnym – często jeden z członków rodziny zajmował miejsce w kolejce wieczorem i stał całą noc, by bladym świtem zostać zastąpiony przez kolejną osobą. Kolejki urosły do rangi zjawiska społecznego – kiedyś powstawały o nich piosenki – jak choćby „Psalm stojących w kolejce” z kultowymi słowami: „bądź jak kamień, stój, wytrzymaj”, dziś zdjęcia z tamtych czasów pojawiają się w internecie w postaci memów, z podpisem „W PRL-u ciągle mieliśmy Black Friday”.

Prawdziwym skarbem była znajoma ekspedientka, która mogła sprzedać towar „spod lady” – czyli poza kolejką lub lepszej jakości. Królował też handel wymienny – „ty mi mąkę, ja tobie mak” – w zależności od tego, co danej sąsiadce udało się „wystać”. Wyzwaniem było też przyrządzenie dań z ograniczonej liczby produktów. Tu jednak z pomocą śpieszyła prasa, choćby kultowa „Przyjaciółka”, w której pojawiały się przepisy, jak wyczarować coś z niczego, na „kryzysową” czekoladę czy inne tego typu przysmaki.

Nic nie przychodziło łatwo. Ale może dlatego zdobycie tych, wydawać by się mogło z dzisiejszej perspektywy zwyczajnych rzeczy, przynosiło taką radość? Dziś nawet najpiękniejsze zakupy już tak nie cieszą, jest tak, jak w takiej jednej piosence: „kupiliśmy wszystko, a wciąż nie mamy nic” – mówi jedna z osób, z którymi udało nam się porozmawiać na temat peerelowskich świąt. – Ale byliśmy młodzi i tak naprawdę niewiele nam było do szczęścia potrzeba. Może więc to nie tylko tęsknota do tamtych świąt, ale po prostu do młodości? – zastanawia się po chwili.

Świąteczne rarytasy

Czy dziś kogoś interesują dostawy towarów? Chyba tylko gdy zamówimy prezent „last minute” i kurier się spóźnia… W tamtych czasach jednak prawdziwie elektryzujące były pojawiające się w prasie wieści, iż oto do portu w Gdyni lub Gdańsku wpłynął statek z bratniej Kuby – wiadomo było, że to przypłynęły wymarzone cytrusy, dobra absolutnie niedostępne w innych porach roku. „Święta miały zapach pomarańczy” – to zdanie powtarza się chyba najczęściej, gdy rozmawiamy z kimś o Bożym Narodzeniu w PRL-u. Owoce te jawiły się jako dobra absolutnie luksusowe, a ich pojawienie się w domu – sygnalizowane właśnie zapachem – zwiastowało, że święta już tuż tuż! – Dawno temu w Polsce, gdy byłem chyba w siódmej klasie podstawówki, usłyszałem w wiadomościach w telewizji, że na Florydzie zmarzły wszystkie pomarańcze. Proszę sobie wyobrazić: szary, siermiężny PRL i małego chłopca, który z wielką niecierpliwością czeka na święta Bożego Narodzenia i na pomarańcze, które właśnie wtedy, jeden raz w roku, pojawiały się w polskich domach. A tu słyszę, że pomarańcze zmarzły, jak to możliwe?! Wtedy pomyślałem, że chciałbym pojechać na Florydę i zobaczyć to na własne oczy. Oczywiście pozostawało to całkowicie w sferze marzeń, nie wierzyłem, że kiedykolwiek mi się to uda. A jednak! – wspominał kilka lat temu w rozmowie z „Białym Orłem” artysta Janusz Kreft, mieszkający aktualnie na Florydzie.

Innym świątecznym „must have” były karpie. Karp do dziś króluje na polskim wigilijnym stole, jednak obecnie jego zakup nie wiąże się z jakimikolwiek trudnościami. Kiedyś w kolejkach po karpie zdarzały się nawet bijatyki, a gdy już udało się wywalczyć wymarzoną rybę, to trzeba było ją przechować… i tym sposobem już kilka dni przed wigilią karpie pływały w wannie. – Dla dzieci to była atrakcja – nagle wanna zamieniała się w akwarium, a karpie stawały się „ulubionym zwierzątkiem”. A zwierzątka trzeba karmić i mak wydawał się mi i siostrze najodpowiedniejszy do tego celu. Musiałyśmy sypnąć tego maku całkiem sporo, bo gdy tato niczym bezwzględny egzekutor po pewnym czasie wkroczył do łazienki, karpie pływały bezwładnie… Tato stwierdził, że widocznie zdechły, ale nie było czasu zajmować się nimi przed wigilią, więc zostawił je w wannie, a mama naprędce szykowała coś innego. Jakie było nasze zdziwienie, gdy po wieczerzy zastaliśmy karpie wesoło pływające w wannie… musiałyśmy je chyba uśpić na chwilę tym makiem, ale wtedy był to dla nas istny „wigilijny cud”. Oczywiście nie było mowy o ich zabiciu, razem z tatą wypuściłyśmy je na drugi dzień do pobliskiej rzeki – relacjonuje inna rozmówczyni.

Magia świątecznego drzewka

Choinka była najważniejszą ozdobą mieszkania w grudniowe święta (jak oficjalnie nazywano Boże Narodzenie, bowiem komunistycznym władzom nie w smak były religijne konotacje). Oprócz kolorowych, szklanych bombek, zabawnych pajacyków i mikołajków, wisiały na niej ręcznie wykonane ozdoby, takie jak papierowe łańcuchy, orzechy zawinięte w złotka lub sreberka oraz cukierki. Całości dopełniały długie i błyszczące anielskie włosy, które okrywały drzewko od czubka aż do podłogi. Nie mogło zabraknąć też lampek choinkowych, imitujących świece. Do gałązki przyczepiane były za pomocą klipsów albo druta, który należało owinąć tak, by lampka trzymała się prosto.

Oczywiście zdobycie choinki też nie było proste w tamtych czasach. Trzeba było ją wystać w kolejce, lub nielegalnie zdobyć w lesie… Ale za to gdy już pojawiała się w domu…! – Zapach jodły mieszał się z aromatem pomarańczy, a z kuchni zaczynały się dobywać pierwsze zapachy gotowanych przez mamę i babcię potraw – zupy grzybowej i świątecznego ciasta. To było prawdziwe oczekiwanie na coś niezwykłego, niecodziennego. Mówi się czasem: „magiczne święta” i to mi, jako dziecku, jawiło się jako prawdziwa magia, bo w domu pojawiało się tyle rzeczy innych, nowych, nieznanych, których na co dzień nie było – wspomina jedna z osób, z którymi rozmawiamy.

Po pewnym czasie pojawiły się sztuczne choinki, które mimo swej brzydoty zostały powitane z wielkim entuzjazmem. Jednak mankamenty nieidealnej choinki można było ukryć, układając na gałązkach watę, która miała podwójne zadanie: imitowała śnieg i ukrywała prześwity oraz ubytki w plastikowym igliwiu. Fenomen syntetycznych drzewek tłumaczy też fakt, że był to produkt wytrzymały i przeznaczony do wieloletniego użytku, czyli posiadał ogromną w tamtych czasach zaletę: wystarczyło raz kupić, a za rok – jedna kolejka mniej do stania!

Małymi, najczęściej słomianymi lub sztucznymi, stroikami ozdabiano także meble. – Mały świąteczny stroik z dzwoneczkami zawsze wisiał na gałce jednej z szafek w meblościance – akurat tej, w której mama trzymała zgromadzone na święta rarytasy. Szczytem sprytu było otworzenie szafki tak, by nie strącić stroiku – dźwięk dzwoneczków sygnalizował mamie, że ktoś z domowników próbuje zakraść się do świątecznych zapasów – wspomina jedna z czytelniczek.

Co na prezent?

Choinka już przystrojona, a zatem czego brakuje? Prezentów. Dziś w doborze prezentów ogranicza nas jedynie wyobraźnia i zasobność portfela. W sklepach jest praktycznie wszystko, co nam może przyjść na myśl i zapewne też to, co nam nigdy do głowy nie wpadnie. Kiedyś natomiast podstawowym pytaniem nie było „co kupić” czy „za ile kupić”, ale przede wszystkim „czy uda się kupić”. Mimo trudności z zaopatrzeniem w podstawowe produkty nawet do przygotowania kolacji, pamiętano o symbolicznych upominkach dla najbliższych. Kupowano zazwyczaj mydła, szampony, pasty, szczoteczki do zębów i perfumy. To były wyszukane prezenty – w każdym znaczeniu tego słowa! Ekskluzywnym podarunkiem była też kawa, a prawdziwym marzeniem wielu, takim z „górnej półki” – kolorowy telewizor! Oczywiście prezentami obdarowywano też dzieci. W latach 70. i 80. wśród zabawek królowały dmuchane misie czy mikołaje, plastikowe samochody i zwierzaki, drewniane pieski, kotki i konie na kółkach (do ciągnięcia – rzecz jasna), lalki w sukienkach w grochy, drewniane kolejki i klocki. Trochę kolorytu do szarej, peerelowskiej codzienności wnosiły paczki z zagranicy, w których pojawiały się czekolady z orzechami laskowymi, gumy do żucia, a czasem – marzenie nastolatków – prawdziwe dżinsy Levi’s! A jeśli w paczce znalazły się też jakieś dolary, to można było nawet kupić coś w Pewexie!

Najbliższych, z którymi spotykano się przy wigilijnym stole, obdarowywało się prezentami, ale pamiętano też o dalszej rodzinie i przyjaciołach. Do nich wysyłano świąteczne kartki z życzeniami – pisanymi ręcznie, zawierającymi oprócz standardowego stwierdzenia „Wesołych Świąt” także informacje z życia rodzinnego. Co ciekawe, w czasach gdy dostęp do telefonu był raczej wyjątkiem niż regułą, a o internecie czy innych wynalazkach typu skype, facebook czy sms nikomu się jeszcze nie śniło (no, może jedynie Steve Jobs miał jakieś przebłyski), wielu osobom udawało się utrzymywać bliższe kontakty z nawet dalszymi krewnymi niż w dzisiejszych czasach, gdy mimo technologicznych możliwości często brakuje nam czasu lub ochoty na więcej, niż „kopiuj-wklej-wyślij” pierwszy z brzegu obrazek z napisem „Merry Christmas”.

Białe święta

Jeśli ktoś tęskni za prawdziwymi, białymi świętami i chciałby je spędzić w Polsce, to może go czekać rozczarowanie. Obecnie klimat sprawia, że w grudniu w Polsce jest raczej pora deszczowa niż zimowa. Nie to, co kiedyś… – jak westchnęliby zapewne ci, którzy pamiętają „zimy stulecia”, a tych w czasach PRL było kilka. Na przełomie 1962 i 1963 r. ciężka zima utrzymywała się przez dwa miesiące. W Polsce zamknięto większość szkół, kin, teatrów i muzeów. Wstrzymywano lub ograniczano produkcję w fabrykach, a fale śnieżyc, które wystąpiły na początku stycznia i na początku lutego, niemal zupełnie sparaliżowały transport drogowy i kolejowy, zwłaszcza w południowej części kraju. Wyjątkowo śnieżna była też zima 1978/79. Od 1 stycznia 1979 roku cały kraj był już sparaliżowany przez zaspy i kilkunastostopniowy mróz. Do odśnieżania torów i dróg skierowano wojsko wyposażone w ciężki sprzęt (m.in. czołgi, które gąsienicami zrywały z dróg grubą warstwę zmrożonego i zbitego śniegu). Również zima w 1987 r. przeszła do historii – jako wyjątkowo mroźna. Styczeń 1987 r. był jednym z najzimniejszych miesięcy w historii polskiej meteorologii. W wielu miejscach Polski ten miesiąc miał średnią temperaturę poniżej −10°C, w wielu miejscach wystąpiły 30-stopniowe mrozy.

Dawniej jednak zimy mroźne były regułą, a śnieg często pojawiał się na początku listopada i utrzymywał się przez kolejne miesiące, tworząc jedyną w swoim rodzaju zimową aurę. – Po wigilijnej wieczerzy długo jeszcze siedzieliśmy przy stole, dorośli rozmawiali, razem śpiewaliśmy kolędy. A gdy zbliżała się północ, wszyscy się ubierali i szliśmy na nogach do kościoła na pasterkę. Pamiętam śnieg skrzypiący pod butami i to, że po drodze spotykaliśmy kolejnych sąsiadów, każdy składał sobie życzenia, a kościół wręcz pękał w szwach, tyle osób było – wspomina pani Marta, obecnie mieszkająca na Florydzie.

Kolorytu polskim świętom dodawali też kolędnicy. Zwyczaj kolędowania mocno tkwił w kulturze. Od drzwi do drzwi chodzili przebierańcy, często nosząc ze sobą kręcącą się gwiazdę lub szopkę. Śpiewali okolicznościowe pieśni religijne i świeckie, składali życzenia i zabawiali krótką scenką biblijną. W zamian mogli liczyć na świąteczne przysmaki – jeśli była to grupa dzieci lub młodzieży albo na kieliszek bimberku, jeśli kolędnicy byli dorośli.

Wesołych świąt!

Polonijne historie są różne – jedni sami wybrali emigrację jako szansę na inne, lepsze życie, inni przyjechali do Stanów jako dzieci z rodzicami i Ameryka w naturalny sposób stała się ich drugą ojczyzną, jeszcze inni zostali przez uwarunkowania polityczno-historyczne zmuszeni podążać taką, a nie inną ścieżką życiową. Jednak wspomnienia związane ze świętami Bożego Narodzenia spędzonymi w Polsce są podobne dla wielu osób i dla większości zabarwione ogromnym sentymentem. Być może dlatego właśnie w czasie tych świąt, jak chyba w żadnym innym okresie roku, tak chętnie i z taką nostalgią wracamy do tych wspomnień z Polski, starając się odtworzyć klimat rodzinnego domu, zapachy pamiętane z tamtych czasów, potrawy przyrządzane przez nasze mamy czy babcie… Kultywowanie polskich zwyczajów i przekazywanie naszych tradycji dzieciom jest bardzo cenne, tak samo jako dzielenie się z nimi opowieściami o dawniejszych czasach, ale przy okazji warto się zastanowić, czy to naprawdę chodziło o te wystane w kolejkach choinki i szynki, o te zdobyczne pomarańcze, czy raczej o to, co one symbolizowały? O wyjątkowość tych świątecznych dni, tak odmiennych od szarej rzeczywistości, o chwile spędzone z bliskimi, dla których w natłoku zwykłych zajęć często brakowało czasu? Być może w tym roku, dzięki zniesieniu obowiązku wizowego, bliscy z Polski, dla których do tej pory formalności lub opłaty wizowe stały na przeszkodzie, wreszcie spędzą święta z krewnymi w Ameryce. Ale tak naprawdę nie jest ważne to, gdzie ani jak spędzimy święta – ważne, by spędzić te świąteczne dni w taki sposób jak chcemy i z tymi osobami, na których zależy nam najbardziej i żeby te świąteczne chwile przerodziły się we wspomnienia, które po latach będziemy wspominać z taką samą nostalgią jak czasy PRL-u. Życzę Wam, żeby podczas tych świąt każdy odnalazł swój własny zapach pomarańczy!

Joanna Szybiak

wróć

Fotorelacje

37-lecie klubu Polonia Society of Korona, Inc.

W sobotni wieczór, 7 listopada, na słynnej już Polance, odbył się Bal Polonijny zorganizowany przez klub Polonia Society of Korona, Inc., podczas którego celebrowano 37-lecie istnienia tej organizacji. Fot. Facebook.com/ Polonia Society of Korona, Inc.

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Listopad
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
            01
02 03 04 05 06 07 08
09 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Zobacz kalendarz

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com