Reportaże

poleć serwis drukuj
Mariusz Pilis Reżyser i producent...

„Ten film na pewno powstanie”

08-07-2015

O produkcji „Ulmowie – Rok Sprawiedliwych” i decyzji Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej o nieprzyznaniu jej państwowej dotacji „Biały Orzeł” rozmawia z reżyserem filmu Mariuszem Pilisem.

Jaki jest główny koncept pana filmu „Ulmowie – Rok Sprawiedliwych”?

Otóż dwa lata temu do muzeum w Łańcucie przyszedł z Niemiec list adresowany wprost do Ulmów, pisany ręką córki kata tej rodziny (Grete Wilbers dziękuje w nim rodzinie Ulmów za to, że zainteresowała się postacią jej ojca, który słynął z pomocy okolicznej ludności w okupowanej przez Niemców Polsce i cieszy się, że jego nazwisko będzie widniało w tworzonym właśnie muzeum w Markowej – red.). Jest to element, który nas pcha w kierunku tego, co Niemcy wiedzą na temat II wojny światowej dzisiaj. Bardzo chciałbym taką historię, taką drogę, taką podróż odbyć, właśnie przez Niemcy, mając tę historię rodziny Ulmów za podstawę do zadawania pytań w filmie. Morderca Ulmów po wojnie znalazł zatrudnienie w strukturach niemieckiej policji. Pracował tam aż do śmierci, nikt nigdy nie postawił mu żadnych zarzutów, choć teoretycznie było jakieś umorzone śledztwo. Te elementy warto odsłonić po to, żeby rozumieć, gdzie my jesteśmy, co mamy do powiedzenia na temat tego, co się działo w okresie II wojny światowej. Myśmy, jako kraj, przez 50 lat nie mieli możliwości mówienia o takich rzeczach. A w tej chwili mamy, dlatego te historie odżywają i dobrze by było je prowadzić w taki sposób, żeby oba narody wyciągały z tego pozytywną dla siebie prawdę. Tak chciałem robić ten film i tak go zrobię, tylko nie wiem czy z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej.

Jest Pan zawiedziony decyzją o nieprzyznaniu przez PISF dotacji?

Po części jestem trochę zawiedziony, ale generalnie powiem tak: pewnego rodzaju sygnały, które dotyczyły niechęci PISF do tego typu produkcji i tematów, były mi znane wcześniej, więc gdzieś tam wkalkulowywałem to, że się może nie udać. Przede wszystkim oburza mnie sposób, w jaki argumentowano, odrzucając moją propozycję. To wywołało naszą reakcję, ponieważ wydaje nam się, że tego typu „ocena”, którą nam eksperci zaprezentowali, delikatnie rzecz mówiąc, odstaje od pewnych profesjonalnych standardów, które wyobrażałem sobie, że Instytut trzyma.

Ma Pan na myśli zwroty użyte przez ekspertów PISF? Piszą oni: „Nie mamy nawet pełnej dokumentacji”, „Kto tu jest bohaterem?”, „Nie wiadomo na czym twórcy chcą się skupić”, „Przeciętne środki wyrazu”...

Po pierwsze, scenariusz został złożony, dokumentacja została wykonana. To, co się dzieje wokół sprawy Ulmów, ma bardzo wiele wątków i nie wszystkie zostały w tym filmie przeze mnie podjęte. Wiem, jak się robi filmy dokumentalne, zrobiłem ich już kilkadziesiąt. Jeżeli eksperci uważają, że temat jest istotny i każdy z tych wątków, tak jak piszą, mógłby stanowić osobny film, a nie potrafią ich połączyć w całość w jednym filmie, to nie znaczy, że to ja popełniłem błąd. To są tak bezpieczne wytrychy, które powodują, że możemy w taki sposób zdyskwalifikować każdy film, każdy scenariusz.

W ocenie jest też przytoczona historia rodziny Ulmów...

Zarzut wygląda w taki sposób, jakbyśmy my próbowali odkrywać na nowo historię, która jest już zapisana. Co jest nieprawdą. Jest jeszcze jedna rzecz – mianowicie ekspert podaje nazwiska reżyserów, z którymi rzekomo ten film miałby konkurować i je myli! Nie ma kogoś takiego jak Dariusz Waluś. Jest Dariusz Walusiak. To akurat wiem dobrze, ponieważ to mój kolega. Ekspert nie miał nawet chyba okazji obejrzeć ani jednego jego filmu. Jest to kompletnie nieprofesjonalne i absolutnie nie do przyjęcia. A jeśli szacowne grono ekspertów ma problem ze zrozumieniem scenariusza czy też jego klarownością, to może byśmy porozmawiali o tym, co jest problemem. Bo ja nie mówię, że napisałem fantastyczny scenariusz. Może warto było go odesłać do poprawek, wskazać miejsca, które powinno się poprawić.

O jaką kwotę dotacji tutaj chodziło?

To jest nieduża kwota – 150 tys. zł. W tej samej, drugiej sesji w PISF, Instytut potrafił przyznać na filmy debiutanckie nawet po 200 tys. zł. Ja mam dorobek ponad 20-letni, jestem człowiekiem, którego reżyserstwo nagradzano, współpracowałem z telewizjami zachodnimi, moje filmy były wyświetlane na festiwalu w Toronto w gronie 30 najlepszych filmów świata i w wielu, wielu innych miejscach na świecie. To, co stanowi ekspertyzę dotyczącą tego filmu, mam wrażanie, całkowicie obchodzi bokiem takie rzeczy jak dorobek, umiejętności, możliwości – wszystko to, co w gruncie rzeczy skutkuje na korzyść filmu. Jak się tę całą ekspercką oceną zbierze razem, to powstaje jeden wielki znak zapytania, dlaczego tak się stało? Masa ludzi dopatruje się w tym wszystkim działania politycznego i tego, że takie tematy i takie filmy nie są chętnie widziane przez PISF. Trudno się w takiej sytuacji z tym nie zgodzić...

No właśnie – polityka.   Pana sympatie polityczne lokują się po prawej stronie sceny politycznej...

No tak, tylko co to ma wspólnego z filmem? (śmiech). Zakładam, że każdy rozsądny człowiek, któremu drogi jest nasz kraj, czy chce, czy nie chce, musi się otrzeć o sympatie polityczne. Jeden ma lewe, drugi ma prawe. Ja mam prawe.

Pytam, bo te informacje, moim zdaniem, mogą mieć znaczenie w kontekście stwierdzenia, że jest to decyzja polityczna...

Ale ja nie wiem, czy jest to decyzja polityczna. Jeśli już to raczej bym powiedział z gatunku światopoglądowej. No chyba, że polityczna, bo mówi się, że ludziom, którzy sympatyzują z Prawem i Sprawiedliwością, nie daje się dotacji. Ale zakładam, że chodzi tu raczej o rzeczy znacznie szersze. Bo jeśli pan dołoży do tego takie filmy jak „Pokłosie” albo brak dotacji np. na film „Smoleńsk” i podobne tego typu produkcje, to rzecz jest zdecydowanie szersza. W gruncie rzeczy stoją za tym pewne wizje światopoglądowe.

Czyli trudno jest dostać dotację na niektóre tematy...

Chciałbym podkreślić jedno – ja nie wiążę decyzji PISF z decyzjami związanymi z jakimiś sympatiami politycznymi. Generalnie jedyne, o co się upominam, to o tak czytelne kryteria oceny, które mogłyby powodować, że projekt trafia do poprawek, a nie od razu skazywany jest na piec.

Czyli żaden z tych argumentów przedstawionych przez ekspertów PISF nie jest prawdziwy?

Każdy z nich jestem w stanie obalić. Powiem więcej, jeżeli dostaje pan do ręki tego typu ocenę ekspertów i ona jest ostateczna, nie ma możliwości w ogóle wejścia w interakcję z tym, kto to pisał, no to trudno w tej sytuacji polemizuje się przez media. To jest sytuacja daleko nieprofesjonalna i tego w ten sposób się nie robi. Natomiast argumenty, które zostały tam użyte, są nielogiczne, błędnie podane, poprzekręcane są nazwiska. Wygląda na to, że „nie chcemy tego filmu i tyle”.

Będzie się Pan odwoływał od tej decyzji?

Nie mam nawet takiej możliwości, wobec czego wygląda na to, że na tym etapie moja współpraca z PISF się kończy.

Jakie będzie miało to konsekwencje dla produkcji tego filmu? Wkrótce w Markowej zostanie otwarte Muzeum im. Rodziny Ulmów, więc ten film byłby jakimś dopełnieniem tego projektu...

W naszym zamyśle, o czym rozmawialiśmy także w Podkarpackim Urzędzie Marszałkowskim, mówiliśmy wprost, że film ten mógłby stanowić nawet stały element tego muzeum. Więc sytuacja jest o tyle niekorzystna, że to trzeba będzie chyba odłożyć w czasie. Ale film na pewno powstanie, choćby z tego powodu, że zostało już w niego zainwestowanych sporo pieniędzy i po prostu projektów się w ten sposób nie porzuca. Zakładam, że będę w stanie zebrać te fundusze w inny sposób, a być może, biorąc pod uwagę „wszelkiego rodzaju sugestie państwa ekspertów” z PISF, zaaplikuję jeszcze raz.

Ile będzie kosztować cała produkcja?

Około 300 tys. zł. To niedużo jeżeli chodzi o dokument. W tej sesji było co najmniej kilka dokumentów, które dostawały po 600 tys. zł dotacji.

Na koniec zapytam skąd w ogóle wzięło się u Pana zainteresowanie historią rodziny Ulmów z Markowej na Podkarpaciu?

Zawsze pchało mnie do podjęcia takich tematów, gdzie historia i to, co w danej historii najważniejsze, jest w stanie odkryć nowe obszary w rozumieniu człowieka, w jakim jest miejscu na ziemi, jaka jest jego rola i stosunek do kwestii dobra i zła. I tu jest dokładnie tak samo. Obraz rodziny Ulmów rozwija się bardzo dobrze – powstaje muzeum, jest proces beatyfikacyjny, coraz więcej Polaków ma wiedzę na temat tej zbrodni, zna historię tej rodziny i to wszystko zaczyna procentować pewnego rodzaju dobrem. Natomiast istnieje pewien obszar, który był ciągle zasłonięty i właściwie nikt o nim nie myślał, bo w historii rodziny Ulmów historia katów właściwie wydaje się mało istotna. Ale okazało się, że jeden prosty list jest w stanie doprowadzić do potężnego zamieszania, wynikającego z tego, iż nagle okazuje się, że ci, którzy powinni mieć wiedzę na temat tego, co się wtedy tam wydarzyło, po prostu jej nie mają. I to spowodowało iskrę. Dla każdego dokumentalisty taka sytuacja nie może przejść niezauważona i nie można się wobec niej zachować obojętnie. To jest po prostu fantastyczny temat i to już nie z gatunku historycznego czy – szerzej – martyrologicznego. Ta historia dzieje się również „tu i teraz”.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Arkadiusz Rogowski


O Muzeum im. Rodziny Ulmów w Markowej na Podkarpaciu można przeczytać tu: www.bialyorzel24.com/wiadomosci-z-polski/art,569,muzeum-bedzie-na-pewno-a-film.html


Rodzina Ulmów z Markowej koło Łańcuta na Podkarpaciu stała się symbolem martyrologii Polaków mordowanych za niesienie pomocy Żydom. W drugiej połowie 1942 roku Ulmowie przyjęli pod swój dach dwie żydowskie rodziny. Kryjówkę zdekonspirowano po donosie. 24 marca 1944 r. Niemcy zamordowali całą rodzinę: Józefa Ulmę, a także jego żonę Wiktorię, będącą w zaawansowanej ciąży oraz szóstkę dzieci, z których najstarsze miało 8 lat, a najmłodsze – półtora roku. Zginęło także ośmioro ukrywanych Żydów, w tym dwie kobiety i dziecko.

wróć

Fotorelacje

37-lecie klubu Polonia Society of Korona, Inc.

W sobotni wieczór, 7 listopada, na słynnej już Polance, odbył się Bal Polonijny zorganizowany przez klub Polonia Society of Korona, Inc., podczas którego celebrowano 37-lecie istnienia tej organizacji. Fot. Facebook.com/ Polonia Society of Korona, Inc.

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Grudzień
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
  01 02 03 04 05 06
07 08 09 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zobacz kalendarz

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com