Polonia w Ameryce

poleć serwis drukuj

Spowiedź Karskiego

08-15-2018

Jan Karski na...
Jan Karski w 1943...
Trylogia „Jan...

Jan Karski – emisariusz, który niósł światu prawdę o zagładzie narodu żydowskiego, choć świat nie chciał o tym słyszeć. Bohater ludzkości, Polak, który chciał powstrzymać Holocaust. Jednak jego zasługi do dziś przez wielu są niedoceniane, a sam Karski uważany jest przez niektórych za postać kontrowersyjną. Jaki był naprawdę? „Biały Orzeł” rozmawia z Waldemarem Piaseckim, autorem trzytomowej biografii Jana Karskiego.

Jak zaczęła się Pana znajomość i współpraca z Janem Karskim?

Kiedy byłem studentem, postać Jana Karskiego bardzo mnie poruszyła. Już wówczas jawił mi się jako bardzo oryginalny człowiek. Imponowało mi to, że był heroiczną postacią polskiego podziemia i emisariuszem ludzkiej waleczności. Był ikoną walki o godność i prawa człowieka oraz sprzeciwu wobec totalitaryzmów. Niewiele jest we współczesnej historii Polski postaci, które w tak niezwykły sposób uosabiają uniwersalne wartości, takie jak odpowiedzialność za losy bliźnich, odwaga i prawość. Wiedza na temat Karskiego była bardzo ograniczona i to ożywiało moje zainteresowanie i skłoniło do nawiązania kontaktu z tym niezwykłym człowiekiem. Po raz pierwszy zdecydowałem się napisać list do Jana Karskiego w późnych latach osiemdziesiątych. I tak zaczęła się nasza współpraca – najpierw dzięki korespondencji, później rozmowom telefonicznym, aż wreszcie przyszedł czas na osobiste spotkania. Przez ostatnie ponad dziesięć lat życia Karskiego staliśmy się bliskimi przyjaciółmi. Nasze kontakty nabrały niemal rodzinnego charakteru.

W wielu publikacjach można przeczytać, że Jan Karski nie należał do osób nadmiernie wylewnych i otwartych. Jak udało się Panu przekonać Karskiego, aby napisać jego biografię?

Podczas naszej znajomości, która przerodziła się w przyjaźń, i współpracy związanej z jego publiczną działalnością zasadniczym celem było przybliżenie Jan Karskiego Polsce i Polakom. Deficyt tej wiedzy był powszechny, by nie powiedzieć zawstydzający. Sam Karski był daleki od przypominania o sobie, zaś propagowanie jego postaci i dokonań w obszarze publicznym przez lata było niemożliwe. Po przemianach ustrojowych przełomu lat 80. i 90. sytuacja się zmieniła. Trzeba było jednak przekonać samego bohatera, człowieka wielkiej skromności i umiaru, że… on się po prostu Polsce należy. Że trzeba coś w tej kwestii robić dla prawdy i przyzwoitości. Za przyzwoleniem Jana Karskiego jakoś do tego rękę przyłożyłem. Były więc kolejne publikacje i wywiady z nim dla polskiej prasy, nasze kolejne wyjazdy do kraju, kolejne doktoraty honorowe, jakie tam otrzymywał. 8 maja 1995 roku, dokładnie w 50. rocznicę zwycięstwa nad Hitlerem, Jan Karski uhonorowany został przez Lecha Wałęsę Orderem Orła Białego. Niedługo potem rozpocząłem realizację, razem z Michałem Fajbusiewiczem, dokumentalnego filmu o bohaterze dla Telewizji Polskiej. Otrzymał tytuł „Moja misja”. Zdjęcia zakończyliśmy w 1996 roku, a premiera odbyła się w lutym roku następnego. Niebawem ukazała się nakładem Wydawnictwa UMCS i z moim wstępem polska edycja największego dzieła akademickiego Jana Karskiego „Wielkie mocarstwa wobec Polski. Od Wersalu do Jałty”. Książka pokazywała, że pozycja Polski była funkcją zmieniających się układów najpotężniejszych państwa świata, a my w tej grze do powiedzenia nie mieliśmy zbyt wiele, czego puentą była Jałta pieczętująca brytyjsko-amerykańską decyzję przekazania Polski w strefę dominacji sowieckiej. Ta monografia Karskiego jest kluczowa dla rozumienia pozycji Polski w świecie, bez jej wyolbrzymiania i mitologizowania. Uważał ją za swoje opus magnum.

Powszechne przekonanie o hierarchii ważności publikacji Karskiego pierwszeństwo daje raczej wojennemu bestsellerowi o tajnym państwie…

To też wymaga doprecyzowania. Oczywiście dużo rozmawialiśmy o książce „Story of a Secret State”, wydanej w 1944 roku w Stanach Zjednoczonych, która istotnie od razu stała się bestsellerem, osiągając gigantyczny nakład 360 tysięcy egzemplarzy i dając autorowi wielką popularność w Ameryce. Przekonywałem profesora, że książka powinna mieć wreszcie swoją polską edycję. Bronił się, twierdząc, że treść w wielu miejscach odbiegała od prawdy. Miały na to wpływ względy konspiracyjne mające zapobiec identyfikacji bohaterów książki oraz miejsc akcji. Rząd londyński, który patronował tej pozycji i dla którego miała być wizytówką, miał swoje wymagania polityczne i propagandowe, które musiały się znaleźć w treści. Amerykański wydawca, bostońska oficyna Houghton Mifflin, z kolei nalegał na maksymalne uatrakcyjnienie fabularne, ale także eliminowanie niektórych tematów niewygodnych dla Ameryki, takich jak chociażby krytyki poczynań sowieckich na terenie okupowanej Polski. Z sumy tych czynników wyłoniła się książka z wieloma zniekształceniami i deformacjami faktograficznymi, czego Karski miał pełną świadomość. Zgodził się, po miesiącach przekonywania, abym książkę przetłumaczył, opracował, napisał rozdział jak należy ją czytać oraz przygotował klucz, kto jest kim w treści. Ostatecznie zaakceptował tytuł „Tajne państwo”, jaki zaproponowałem. Premiera książki wydanej przez Twój Styl i dzięki wielkiemu zaangażowaniu szefa oficyny Andrzeja Rosnera odbyła się jesienią 1999 roku na Zamku Królewskim w Warszawie, stając się wydarzeniem ogólnopolskim.  Kiedy „Tajne państwo” stało się bestsellerem, Karski, w całej swej skromności, mówił, że oczywiście cieszy go popularność książki, ale nie chciałby, aby ją traktować jako „biblię”. Dużo godzin spędziliśmy nad analizowaniem, co zrobić, aby światu pokazać prawdziwą historię. Karski nawet myślał, aby napisać nową książkę na ten temat. Ostatecznie udało mi się go przekonać, aby napisać jego biografię, uwzględniającą korekty do „Tajnego państwa”. Taki plan istniał już wcześniej i jakieś prace w tym kierunku prowadziłem, ale powodzenie „Tajnego państwa” bieg rzeczy zdecydowanie przyśpieszyło. Profesor zgodził się, żebym się tym zajął, w tym także na układ książki w formie trylogii z wyraźnie zakreślonymi okresami biograficznymi. Zaakceptował też tytuł „Jedno życie”.

Jak wyglądała Wasza współpraca?

Otrzymałem od profesora dostęp do jego archiwum i archiwaliów. Zasoby te trafiły następnie do Instytut Hoovera Uniwersytetu Stanfordzkiego w Palo Alto k. San Francisco. Miałem z nimi bieżący kontakt dzięki dyrektorowi kolekcji wschodnioeuropejskiej prof. Maciejowi Siekierskiemu, którego pomocy nie da się przecenić. Im więcej czytałem i poznawałem dokumenty związane z Janem Karskim, tym bardziej się wciągałem w odkrywanie rzeczy, które robił. Oczywiście ogromne znaczenie miały setki, jeśli nie tysiące, godzin rozmów o jego życiu. Niekiedy zadziwiająco szczere, odkrywające rzeczy nikomu nieznane. Mówił, że taki rodzaj „spowiedzi” jest mu potrzebny, a ja jestem jedynym jej depozytariuszem. Czułem się zaszczycony takim zaufaniem. Z czasem docierało do mnie, że staję się z wyboru Jana Karskiego posiadaczem czegoś niesamowitego – wiedzy o nim, jakiej praktycznie nie posiada nikt. I odpowiedzialności, jak ten ogrom materiału zsyntetyzować i podać odbiorcy. Profesor mówił: „jak to zrobisz – twoja sprawa. Mam nadzieję, że nie będę się nudzić jako czytelnik”. Stawiał tylko warunek, aby forma podawcza była atrakcyjna i odbiegała od nudy naukowych książek biograficznych. Niestety po dwóch latach pracy nad książką Jan Karski odszedł. Zostałem sam z projektem. Także jednak ze zobowiązaniem, że jeżeli on nie dożyje finału biografii, ja nie opublikuję jej wcześniej niż dziesięć lat po jego śmierci. Uważał, że taki dystans czasowy jest potrzebny i służy obiektywizmowi prezentacji.

Książka ma linearną konstrukcję fabularną. Wiedzie Czytelnika od momentu urodzenia bohatera poprzez kolejne lata…

…przez okres dzieciństwa, szkoły, maturę, studia we Lwowie, podchorążówkę artylerii konnej we Włodzimierzu, praktyki dyplomatyczne, wreszcie angaż do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, aż po wybuch wojny i mobilizację. To pierwszy tom „Madagaskar”. Drugi, „Inferno”, dotyczy samej wojny i misji, z jakimi Karski był wysyłany, w tym dramatycznych wydarzeń sowieckiej niewoli i uniknięcia cudem losu katyńskiego, zaangażowania w strukturach Polski Podziemnej, schwytania przez gestapo, tortur, ucieczki z rąk oprawców, konspiracyjnego wejścia do getta i obozu tranzytowego i prezentowania raportu najważniejszym osobistościom koalicji antyfaszystowskiej z prezydentem Rooseveltem na czele. I dramat braku woli ratowania Polski od Stalina, a Żydów od Hitlera. Trzeci tom, „Manhattan”, nad którym praca jest już mocno zaawansowana, dotyczy wszystkiego, co się z Karskim działo po wojnie. Poszukiwania miejsca na ziemi… Bo do komunistycznej Polski ani nie mógł, ani powracać nie zamierzał. Jest tu zatem o pierwszym małżeństwie, misji powierzonej mu przez Hoovera, realizowanej w Europie, i ma się rozumieć wspaniałej karierze na najstarszej katolickiej uczelni amerykańskiej, jezuickim Georgetown University w Waszyngtonie. Zdobył tam stopień naukowy doktora, później profesora nauk politycznych i przez ponad 40 lat wykładał na Wydziale Służby Zagranicznej stosunki międzynarodowe i teorię komunizmu. Jego studentami były wybitne osobowości, w tym Bill Clinton. Czas powojenny to także drugie małżeństwo z Polą Nireńską i całkowite wycofanie się z wojennego kontekstu działalności i chęć zapomnienia o dramacie i moralnym brudzie wojennym. Ten stan przerwał dopiero z końcem lat 70. filmowiec Claude Lanzmann i noblista Ele Wiesel, apostoł pamięci o zbrodni hitlerowskiej na narodzie żydowskim i kreator pojęcia Holocaust. Oni dosłownie zmusili Karskiego do ponownego dawania świadectwa i powtórzeni swojego wojennego raportu – ku przestrodze świata! Polski bohater powrócił znów do powszechnej świadomości międzynarodowej. Oczywiście trzeci tom to także kawał życia prywatnego i osobistego. Także przywracanie Karskiego Polsce oraz pokazanie, jak obecny był w pejzażu polskim po 1990 roku. Tylko dziesięć lat, ale jakże wyrazistych.

Co zrobiło na Panu największe wrażenie w relacjach z Janem Karskim?

Był człowiekiem absolutnej integralności. Mówił to, w co wierzył. Wierzył w to, co mówił. Nie zwracał uwagi czy i komu to się może podobać albo nie. Niewątpliwie największe wrażenie na mnie jako na autorze książki zrobiły opowieści z czasów okupacyjnych, które były niemal gotowymi scenami filmowymi – historie o tym jak Karski przedzierał się przez kolejne granice, jak go bili, torturowali, a on uciekał i próbował się ratować. Duże wrażenie robiła opowieść o tym, jak w 1943 roku Karski został przyjęty przez Franklina D. Roosevelta, a ten zdawał się bardziej interesować okupacyjnym losem… koni niż Żydów. Największe wrażenie robiła odporność Karskiego w sytuacjach stresowych. Nie można powiedzieć, że się nie bał, bo jak mówił, jak się człowiek niczego nie boi, jest to po prostu objaw choroby psychicznej. Karski potrafił sobie z tym radzić, jednocześnie nie tracąc niczego z tego, co mu powierzono. Pracował głównie posługując się swoją niesamowitą pamięcią. Sam mówił, że był jak płyta gramofonowa – to co mu przekazywano zapamiętywał i później wiernie odtwarzał, jak wcześniej nagraną płytę, kiedy dotarł do odpowiednich osób. Jan Karski miał odpowiednie predyspozycje psychologiczne i fotograficzną pamięć. Mało było ludzi w podziemiu o takich umiejętnościach.

Powróćmy do spotkania autorskiego sprzed kilku dni w Centrum Polsko-Słowiańskim. Kto był jego inicjatorem?

Po pierwsze: dziękuję tej polonijnej organizacji za zorganizowanie tego spotkania. Inspiratorem wieczoru autorskiego był Marian Żak – członek rady dyrektorów tej organizacji i jej wiceprezes. Natychmiast poparła ideę prezes Bożena Kamiński. To bardzo ważny gest, że spośród wielu polonijnych organizacji właśnie

CP-S chce upamiętniać i godnie pozycjonować Jana Karskiego. Wg mnie część Polonii amerykańskiej ma, mówiąc oględnie, jakiś problem z promowaniem Jana Karskiego. Doprawdy nie wiem, z jakiego powodu jeden z największych bohaterów XX wieku jest postacią przez Polonię niedocenioną. Kiedy w 2014 roku przypadała setna rocznica urodzin legendarnego emisariusza, do Rady Polonii Świata skierowano apel o ustanowienie tego roku Polonijnym Rokiem Jana Karskiego na świecie. Nie doszło do tego. Jest to postać monumentalna robiąca nam, Polakom, niesamowity, pozytywny image w środowisku amerykańskim, w którym żyjemy. Dlaczego Polonia nie jest w stanie tego wykorzystać, pozostaje dla mnie zagadką. Dlatego spotkanie w CP-S odbieram jako ważny krok w zdecydowanie dobrym kierunku.

Czy zamierza Pan coś zrobić, aby Polania amerykańska zaczęła opowiadać Amerykanom o Janie Karskim?

Myślę, że książka o Janie Karskim broni się sama. Uważam, że w interesie Polonii jest propagowanie wiedzy na temat życia i działalności polskiego emisariusza. Karski powinien być wizytówką polskiej grupy etnicznej. Niemal wszyscy Amerykanie słyszeli o Pułaskim i Kościuszce, ale przecież świat wyglądał równie interesująco po Pułaskim i Kościuszce. Także z powodu Karskiego. Trzeba pamiętać, że nie mając jeszcze 29 lat Karski był już dwukrotnie uhonorowany Orderem Virtuti Militari, co się w tak młodym wieku nikomu nie zdarzyło. Za swoją działalność został odznaczony najwyższymi odznaczeniami państwowymi – polskim Orderem Orła Białego i amerykańskim Prezydenckim Medalem Wolności. Uhonorowany przez Yad Vashem tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata i honorowym obywatelstwem państwa Izrael. W 1998 roku nominowany, w 50-lecie powstania tego państwa, do Pokojowej Nagrody Nobla. W 2016 mianowany pośmiertnie na stopień generała brygady. W 1999 roku, kiedy „Newsweek” ogłosił listę najwybitniejszych postaci XX wieku, spośród Polaków znalazło się na niej tylko trzech – Jan Paweł II, Lech Wałęsa i Jan Karski.

W jaki jeszcze sposób angażuje się Pan w utrwalanie pamięci o Janie Karskim?

Przede wszystkim, uważam to za swój obowiązek i rodzaj zobowiązania honorowego wobec bohatera. Oczywiście nie jestem sam i unikam eksponowania mej osoby. Od 2000 roku przyznawana jest nagroda Orła Jana Karskiego, jedyna nagroda ustanowiona przez niego samego i w jego imieniu. Trafia do tych, którzy godnie nad Polską potrafią się zafrasować, a nie będąc Polakami, dobrze Polsce życzą. Ma charakter honorowy i nie towarzyszy jej żadna gratyfikacja finansowa. „Godność jest nieprzeliczalna na pieniądze” – argumentował pomysłodawca nagrody. Profesor Karski powierzył mi zorganizowanie struktury nagrodowej i administrowania nią. Dotąd nagroda miała 19 edycji, a na liście laureatów znajdują się postaci naprawdę wybitne. Wkrótce po śmierci profesora zostałem członkiem-założycielem oraz przewodniczącym wykonawczym Towarzystwa Jana Karskiego. Jest w nim najbliższa rodzina bohatera oraz grono osób, które mogą o sobie powiedzieć, że za życia były towarzystwem Jana Karskiego. Towarzystwo zorganizowało kilka międzynarodowych konferencji poświęconych bohaterowi, w tym pierwszą już w 2003 roku, kolejną w 2010 roku z okazji dziesiątej rocznicy śmierci oraz w 2014 roku z okazji przypadającej 24 czerwca setnej rocznicy urodzin Jana Karskiego. W zeszłym roku w Izbicy, w 75. rocznicę wejścia emisariusza do znajdującego się tu żydowskiego obozu tranzytowego, odsłoniliśmy pomnik misji Jana Karskiego projektu wybitnego rzeźbiarza artysty Andrzeja Pityńskiego. W kilku miastach polskich doprowadziliśmy do nazwania ulic imieniem bohatera. Oczywiście Towarzystwo zaangażowane jest w projekt trylogii biograficznej. Jeszcze w tym roku na półki w księgarniach trafi jej ostatni – trzeci tom.

Ma Pan jeszcze jakieś inne pomysły na to, aby światu pokazać postać Jana Karskiego?

Niewątpliwie zasługuje on na dobry film fabularny. To cel, jaki jest wart wszelkich wysiłków. Powinna to być koprodukcja międzynarodowa, bowiem kontekst misji Jana Karskiego wykraczał daleko poza Polskę i adresowany był do świata zachodu. Powinno to być zatem dzieło wspólne uwzględniające wspólne postrzeganie i pojmowanie dzieła bohatera.

Podobno prowadzone są już na ten temat rozmowy?

Doceniając zawodową dociekliwość, poproszę o następne pytanie… (uśmiech).

Czy postać Jana Karskiego przerasta Oskara Schindlera, o którym film obsypany został Oscarami?

Moim zdaniem nie ulega to najmniejszej wątpliwości. Dlatego tak ważne jest, aby filmowego potencjału Jana Karskiego nie zmarnować.

Co ma Pan na myśli?

Mieliśmy dobrego malarza, specjalistę od scen religijnych Adama Stykę. Podobno kiedyś, kiedy malował Stwórcę, ten odezwał się z obrazu: „Styka, ty mnie nie maluj na kolanach! Ty mnie maluj dobrze!”. Karskiego też nie da się „malować” na kolanach. Nigdy by na to nie pozwolił.

Rozmawiała Agnieszka Granatowska

wróć
~Sułek
2018-08-30 17:52:58
Zgłoś do moderacji
A jak Go uczcił Kongres Polonii Amerykańskiej? Kotos coś o tym słyszał?
~Franciszek z Chicago
2018-08-23 14:11:22
Zgłoś do moderacji
Jan Karski to najwybitniejsza postać polskiej grupy etnicznej w Stanach Zjednoczonych po drugiej wojnie. Polonia powinna być z Niego dumna I dawać tego jasne dowody.
~Rostworowski
2018-08-20 14:55:37
Zgłoś do moderacji
WIELKI BOHATER, JAKICH POLSCE BRAKUJE. WIELKIE DZIEŁO, JAKIM JEST TRYLOGIA.

Fotorelacje

Dzień Polski w Salem

10 listopada Polonia spotkała się w Sanktuarium św. Jana Pawła II Bożego Miłosierdzia w Salem, by wziąć udział w zorganizowanym tam po raz pierwszy Dniu Polski. Fot. J. Strawiński

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com