Polonia w Ameryce

poleć serwis drukuj

Sprawy emerytalne Polonii

09-14-2017

Seniorzy...
Witold Rosowski to...
Jak dotąd poseł...

Witold Rosowski, dziennikarz, działacz społeczny zaangażowany od wielu lat w temat sytuacji emerytalnej Polaków żyjących na emigracji w USA, opowiada „Białemu Orłowi” o podjętych dotychczas krokach w celu zniesienia dyskryminującej i rujnującej finansowo polskich emerytów ustawy WEP i jej daleko idących konsekwencjach wobec Polonii dziś aktywnej zawodowo.

„Biały Orzeł”: Przygotowując się do rozmowy z Panem, przeczytałam Pana artykuł z „Gazety Polskiej” z 14-17 kwietnia 2017 r. pt. „WEP, czyli okradanie polskich emerytów”. Mocny tytuł, sprawa też niebłaha. Zechciałby Pan wyjaśnić, o co Pan walczy?

Witold Rosowski: O to, by emeryci na emigracji mogli żyć godnie, tak jak sobie na to zasłużyli ciężką pracą w ciągu wszystkich lat aktywności zawodowej. Dziś uniemożliwia to wspomniana ustawa WEP (Windfall Elimination Provision), wprowadzona przez amerykańskich ustawodawców w 1983 r. Jej celem było opodatkowanie pracowników amerykańskich, którzy po wysłudze lat pobierali dwie emerytury, w tym jedną rządową, nieobciążoną podatkiem, a drugą od Social Security. Po roku 2008 za sprawą „Umowy o zabezpieczeniu społecznym”, zawartej przez Polskę z USA, Social Security objęła opodatkowaniem WEP polskich emerytów. Osoby, które wchodziły na rynek pracy jeszcze w Polsce i tam przepracowały kilkanaście-kilkadziesiąt lat zaliczających się do świadczeń emerytalnych, a następnie kontynuowały pracę w Ameryce, już po emigracji, otrzymują teraz pieniądze z dwóch źródeł: emeryturę polską z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i amerykańską z Social Security. ZUS-owską emeryturę traktuje się zatem jako „nadzwyczajny zysk i nieuzasadniony profit”.

Chciałabym spytać o przykład kwot, które otrzymują emeryci, i jak one się mają do kosztów życia w Ameryce. Czytam w Pana artykule: „Osoba, która pracowała w Polsce 20 lat i nabyła emeryturę w wysokości 1000 zł, po przepracowaniu 15 lat w Ameryce uzyskała prawo do $700 emerytury. W sumie taka osoba uzyskałaby $950 ($700 plus $250 polskiej emerytury za 1000 zł). Należy zauważyć, że minimum socjalne w USA, czyli suma wystarczająca na bardzo biedne przeżycie, wynosi $13 tys. rocznie, czyli około $1100 miesięcznie”. Dalej pisze Pan, że WEP od pełnej kwoty odcina w ramach podatku 50 proc. Zatem emeryci otrzymują mniej, niż potrzebują, by przetrwać?!

Pracuję w środowisku amerykańskim i gdy opowiadam o tej sytuacji, Amerykanie nie chcą mi wierzyć, że coś takiego jest możliwe. Poruszyliśmy niebo i ziemię, żeby zainteresować tą sprawą polski rząd. Po wyborach, przy zmianie, jaka zaszła, po nowym rozdaniu, po usłyszeniu tylu deklaracji o przyjaźni między Polską i USA, spodziewaliśmy się zaangażowania w społeczne sprawy Polonii. Miałem nadzieję, że polski rząd zwróci amerykańskiemu uwagę na sytuację polskich emerytów i spróbuje wziąć ich w obronę. Do niczego takiego jednak nie doszło. Nie spotkaliśmy się z chęcią podjęcia jakichkolwiek kroków w tym kierunku. Interpretuję to tak, że elity rządzące albo boją się Amerykanów, albo jest to przejaw serwilizmu typu: „Przedtem mieliśmy Pana na Wschodzie, teraz mamy Pana na Zachodzie”. Nie mam innych pomysłów i nie potrafię uzasadnić tej obojętności.

Na czym polegało to „poruszenie nieba i ziemi”?

Zebraliśmy prawie 3 tys. podpisów pod petycją do pani premier Beaty Szydło, akcja była prowadzona jednocześnie tutaj, na Wschodnim Wybrzeżu, i w Chicago. Podpisy zostały złożone na ręce pani minister Elżbiety Witek, która jest szefem gabinetu politycznego pani premier. Nie uzyskaliśmy żadnej odpowiedzi, choć wysłaliśmy setki listów, by śledzić tę sprawę. Otrzymałem jedynie e-mail od ministra Waszczykowskiego, w którym polecił nam udać się z tym do rządu amerykańskiego. Ustawa jest amerykańska, nie polska, więc najwidoczniej uznano, że to nie ich sprawa. A wie pani, jak tutaj jest – niby do kogo mamy iść?

I jako kto?

Właśnie! Ale piszemy listy, sygnalizując, że wiemy, że to ustawa amerykańska i nikt nie oczekuje od ministra Waszczykowskiego, że przyjedzie i ją zmieni! My tylko chcemy, żeby polski rząd ujął się za emerytami i zwrócił uwagę Amerykanów na ogromną niesprawiedliwość i rabunek, który się tu dokonuje, bo tak trzeba to nazwać. To jest sprawa do rozwiązania na najwyższym szczeblu administracyjnym, za pomocą rozmowy równorzędnych partnerów, dyplomatów. Co może zrobić obywatel sam jeden lub nawet grupa? To inny podmiot wobec rządu amerykańskiego! Jeśli ze strony polskiej dostaję wiadomość z tłumaczeniem, że Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej prowadzi rozmowy z Urzędem Social Security, to... włos jeży się na głowie! Oznacza to bowiem, że Polacy otwierają tym samym Amerykanom wszystkie bazy danych i w ten sposób USA będą miały wgląd w dane wrażliwe – kto ile ma lat, gdzie pracował i kiedy przeszedł lub przejdzie na emeryturę. Restrykcje dotkną wszystkich – zamiast lepiej, będzie gorzej. Poza tym, litości... Nie chodzi o to, by ministerstwo rozmawiało z Social Security! To musi być rozmowa na linii prezydent, premier, ambasador USA, dyrektor Social Security. Najprostszym działaniem byłoby, gdyby polski rząd – na poziomie prezydenta lub pani premier – zaprosił do stołu negocjacyjnego ambasadora USA albo szefa Labor Department i przedstawił sytuację, że tak nie może być, że ci ludzie zostają bez środków do życia.

Czyli spotkanie osób, które podejmują decyzje w sprawie działań poszczególnych instytucji, a nie same instytucje i ich przedstawiciele.

Tak! Pisaliśmy już do prezydenta, była u nas pani poseł Krystyna Pawłowicz, obiecała, że przekaże te wszystkie informacje. Zrobiła to, ale prezydent Andrzej Duda nie jest zainteresowany problemem ani rozwiązaniem tej sprawy i nie rozmawiał o niej z władzami USA. Wiem, bo po spotkaniu prezydentów wysyłałem listy do ministra Szczerskiego, najwyższej osoby przy prezydencie, do ministra Waszczykowskiego, do minister Witek i do minister Rafalskiej, szefowej resortu pracy i polityki społecznej. Pytałem i prosiłem o informację, co się w tej sprawie wydarzyło. Żadnych konkretnych odpowiedzi poza wspomnianym e-mailem od ministra Waszczykowskiego, że to sprawa Amerykanów i że oni z nimi rozmawiają. Dla mnie to oznacza, że Andrzej Duda nie rozmawiał o tym z Donaldem Trumpem podczas jego wizyty w Polsce. Bo rozmawiają z Amerykanami...

To znaczy z kim? Pan też rozmawia z Amerykanami...

To taka odpowiedź, żeby nie odpowiedzieć. Nie chcą się tym zajmować.

Ilu obywateli dotyczy ten temat?

Dziś ok. 100 tys. polskich emerytów, z roku na rok dochodzą kolejni, a za chwilę będzie to dotyczyć wszystkich, którzy kiedykolwiek przepracowali jakiekolwiek lata w Polsce.

Jak to?

Przez lata działania wokół tej sprawy spotkałem się już z setkami emerytów i przedstawicieli Polonii bezpośrednio dotkniętych tą dyskryminacją. Dochodzą do nas opowieści od osób, które mówią, że nie pobierają emerytury w Polsce, natomiast Social Security i tak zabiera na zasadzie racial profiling $300 z amerykańskiej emerytury. Prowadziłem 14 spotkań takich jak opisane w artykule, o którym pani wspomniała. 14 spotkań na Wschodnim Wybrzeżu, w różnych parafiach itp. Koleżanka zorganizowała 10 w Chicago. Na każde z nich przyszło ok. 200-300 osób. Teraz ci ludzie do mnie wydzwaniają i mówią, że administracja Social Security posunęła się tak daleko, że stosuje racial profiling.

To znaczy?

Wcześniej było tak, że jeśli polsko-amerykański emeryt poszedł do Social Security po zasłużoną, wypracowaną emeryturę, pytano go, czy nie pobiera emerytury w Polsce. Jeśli odpowiedział, że tak, naliczano mu odpowiedni podatek i odliczano od amerykańskiej emerytury. Teraz dowiaduję się – i takich przypadków jest coraz więcej – że Amerykanie już w ogóle nie zadają pytań, tylko gdy widzą polskie nazwisko, miejsce urodzenia w Polsce itp., to bez względu na emeryturę w Polsce lub jej brak, od razu ucinają z amerykańskiej emerytury $300-350. To jest rabunek i dyskryminacja w biały dzień! Oznacza to też, że praktycznie taki podatek emerytalny dotyczy nas wszystkich – nawet osób, które nie przepracowały w Polsce ani jednego dnia! I co my mamy z tym zrobić? Jest to skandaliczne, tym bardziej że dotyczy już nie tylko emerytów, ale całej Polonii. W pewien sposób jest to również kolejny rabunek uprawiany przez państwo polskie, a to dlatego, że wiele osób, wiedząc, jak wygląda sytuacja emerytalna, mówi, że w ogóle nie podejmuje polskiej emerytury. Tak decydują, ponieważ jeśli Social Security i tak ma zabrać w zasadzie całość w postaci podatku, to wolą nie przechodzić jeszcze wcześniejszej gehenny biurokratycznej, by to świadczenie sobie załatwić. Zrzekają się praw do niej. A pieniądze nie znikają, tylko zostają w skarbie państwa. To jest rabunek, którego państwo polskie dokonuje na polskich emerytach. To nic, że wypracowali przez 15-25 lat pracy w Polsce należne świadczenia. Państwo polskie je sobie zatrzyma.

Aż trudno uwierzyć w to, co Pan mówi. Tym bardziej jeśli obserwuje się zaangażowanie poszczególnych osób publicznych w sprawy Polonii, mam na myśli np. wrażliwą na polonijny los panią Annę Marię Anders Costa. Poza tym przed chwilą był w Polsce Donald Trump, mówił wiele ważnych słów, że Polska jest wartościowa, że będziemy się wspierać jak przyjaciele... A w konkrecie życia staruszki, która pracowała w obu krajach...

W Polsce generalnie panuje takie podejście: co wy chcecie, byliście w Ameryce, zarobiliście pieniądze, macie dwie emerytury – o co wam jeszcze chodzi?

Spełniliście swój American Dream.

Tylko nikt nie bierze pod uwagę tego, że te dwie emerytury są cząstkowe, bo nikt nie ma pełnej wysługi lat – trochę przepracował w Polsce, trochę w USA. Mając dwie cząstkowe emerytury, da się jakoś wyżyć. Ale gdy zabierają jedną z nich...

W jakim sensie jedną z nich?

Ustawa jest bardzo błędnie stosowana wobec Polaków, ponieważ wiadomo, że emeryturę dostaje się w złotych, a tutaj obliczają ją w dolarach. W ustawie WEP przegłosowanej w Kongresie USA w 1983 r. jest zapis, że jakkolwiek wysoka będzie druga emerytura, nie można od emerytury amerykańskiej odliczyć więcej niż 50 proc. Nie wiem, czemu tego się nie stosuje i odlicza się więcej, to jest do zasądzenia w sądzie. Domyślam się, że to wynik przyjętego przelicznika – tam jest napisane, że przelicznik dotyczy dnia uzyskania prawa do drugiej emerytury. W wielu przypadkach było to 2 zł za dolara, ponieważ jeszcze niedawno, w latach przed 2010 r., złoty był bardzo silny. Ci ludzie mają dziś obliczaną emeryturę na podstawie stawki sprzed roku 2010. Jeśli dziś dolar jest wart mniej więcej 4 zł, a oni przeliczają po 2 zł, to zamiast 50 proc. zabierają całą emeryturę, bo im wychodzi dwa razy więcej dolarów. Nigdzie nie jest to zabezpieczone, by tak nie było, a polski rząd umywa ręce. Jestem tym zbulwersowany, ponieważ pieniądze, które są wypłacane ze skarbu państwa obywatelom polskim w USA, trafiają do rządu amerykańskiego. Podkreślam: pieniądze pobierane od podatnika polskiego, zamiast trafiać do polskich rodzin, trafiają do skarbu państwa amerykańskiego! Tu polski rząd jak najbardziej powinien apelować i rozpocząć działania negocjacyjne.

Smutne i straszne, ale co dalej? Podjęli Państwo kroki, o których Pan już mówił – podpisy przesłane premier Szydło, międzynarodowa konferencja polonijna „Państwo Polskie a Polonia”, którą organizował Pan w ramach grantu MSZ dla stowarzyszenia Solidarni 2010 w listopadzie 2016 r. O reakcji polskiego rządu sporo Pan już powiedział, a co z amerykańską organizacją samopomocową założoną w Lake Como w Pensylwanii – Polish Heritage Council of North America? Czy to jest grupa, która wspiera się między sobą i próbuje sobie radzić, czy też sama może stać się podmiotem, stroną w debacie?

Założyłem ją wśród osób, które społecznie poświęcają się tej sprawie. Jeszcze zobaczymy, jakie kroki będą podejmowane. Na razie to, co robiliśmy, co robię, jeśli chodzi o Polskę, nie przyniosło skutków. Trzeba się zastanowić i przegrupować, przemyśleć wszystko jeszcze raz. Trochę brakuje mi pomysłu, co jeszcze, co więcej. Jeśli chodzi o polski rząd, doszliśmy do ściany.

Jakie nastroje panują wśród Polonii? Zapewne z nadzieją patrzyła na zmianę rządu...

Z wielką nadzieją! Że w końcu będziemy mieli rząd, który opiekuje się swoimi obywatelami, stoi za nami murem czy po prostu upomni się o nasze prawa, a tu ewidentnie nie ma takiej woli. Teraz w Polsce sporo się dzieje, mam wrażenie, że nasza sprawa już przepadła. Nadzieja na jakiekolwiek zmiany jest raczej bardzo mała, chyba że uda nam się znaleźć kogoś w polskim rządzie, Sejmie, kto uczyni sobie z tego tematu swój projekt i weźmie za niego pełną odpowiedzialność. Takiej osoby poszukujemy wśród posłów, senatorów, nie tylko z partii rządzącej, bo pani poseł Pawłowicz już była i zrobiła, co w jej mocy. Był też na naszych spotkaniach pan poseł Tomasz Rzymkowski z ugrupowania Kukiz ‘15. Wysłuchał, zgodził się, że to dyskryminacja i ogromna niesprawiedliwość, ale oni są w opozycji – więc nie za wiele mogą... Konstruktywną opozycję poruszyliśmy, partię rządzącą poruszyliśmy i na razie żadnych wyników nie ma. Jeśli chodzi o Polskę, dalej poszukuję, mogę to robić dwutorowo: nagłaśniać przez media i prywatne kontakty. Na razie jednak nie widzę nikogo, kto chciałby się tym zająć. To się skończy tak, że będziemy musieli zebrać dużą grupę ludzi, złożyć się i wynająć kancelarię amerykańską, która się specjalizuje w pozwach zbiorowych przeciwko rządowi, bo to jest po prostu absolutnie zaprzeczenie jakichkolwiek zasad sprawiedliwości społecznej, równości.

A nie boi się Pan, że ktoś politycznie wypłynie na tym projekcie, a potem i tak zostawi temat?

Do wyborów jeszcze daleko... Jestem pewien, że ludzie z kancelarii prezydenta, tak jak wcześniej, będą przyjeżdżać tutaj i obiecywać działania w tej sprawie. Minister Adam Kwiatkowski zna temat od 2011 r., kiedy prowadził wśród Polonii swoją kampanię, chcąc się dostać do Sejmu jej głosami. Udało mu się. Sam organizowałem mu spotkania na Greenpoincie. Jeździł, słuchał, ludzie mu to wszystko opowiadali. Nie kiwnął palcem. Ani gdy był posłem, ani od dwóch lat, odkąd jest dyrektorem biura ds. Polonii w kancelarii prezydenta. Zajmuję się tym tematem od lat, monitoruję, co się dzieje.

A jakieś media USA zainteresowały się sprawą?

Na razie się o to nie staraliśmy. Ale one się zainteresują, jeśli będzie to sprawa polityczna. To trudna droga, choć za chwilę pewnie nic innego nie da się zrobić i trzeba będzie podjąć to działanie – wejść w politykę USA, jeździć do kongresmenów i senatorów. To będzie twardy orzech do zgryzienia, bo jesteśmy za mali po prostu...

Myśli Pan, że ktoś, kto był wśród Polonii i wysłuchał problemu, ale nic nie zrobił, teraz tam wróci i znów będzie prosił o głosy?

Może pani napisać, że minister Kwiatkowski może się już wśród Polonii nie pokazywać. Nastroje są minorowe, będziemy sądzić rząd amerykański. Osobiście przyłożyłem się bardzo, by opcja, która teraz rządzi Polską, doszła do władzy, bo wierzę w nią. Wspierałem ją i wspieram, ale muszę powiedzieć, że sojuszu z żadnym państwem nie można przeprowadzać za każdą cenę, a już na pewno nie za cenę najsłabszych obywateli. Jeśli fakt, że oni nie chcą o tym rozmawiać z Ameryką, jest wynikiem budowania sojuszu, to bardzo przepraszam, ale tak nie powinno być. Jestem ciekaw, jak elity obecnie rządzące Polską zareagują, gdy społeczność polonijna poda do sądu rząd USA. Jak to będzie rzutowało na ów sojusz. Zamiast teraz działać dyplomatycznie, odbijają piłeczkę, bo to nie ich sprawa. Skończy się tak, że Polonia wytoczy procesy sądowe...

Nasi obywatele-buntownicy...

Wiem już, jakie padną komentarze. Kiedyś prowadziłem Klub Gazety Polskiej, ale zrezygnowałem, bo stwierdziłem, że im nie chodzi o sprawy Polonii, tylko zwiększanie sprzedaży nakładu gazety. Teraz czytam, jak redaktor Sakiewicz pisze, że naszym działaniem, jeśli chodzi o emerytury, chcemy skłócić Polaków z Amerykanami. Ręce opadają! I podejrzewam, że taka będzie reakcja elit PiS, że jakaś tam organizacja, jakiś tam Rosowski szerzy dywersję. A ze mnie zrobią ruskiego agenta. Ludzie dzwonią z pytaniami, co się zadziało. A ja mówię: nic nie wiem, nic się nie dzieje. Co więcej, ludzie, którzy mówią, że nie mają tu z czego żyć i biorą pod uwagę powrót do Polski, też nie mogą tego zrobić, bo system podatkowy jest taki, że z pieniędzy, które pozostają po opodatkowaniu, Social Security osobom, które wyjeżdżają z USA i podejmują amerykańską emeryturę za granicą, dorzuca jeszcze następny podatek w wys. 30 proc.! Do tego w Polsce jest podatek, bo emerytura zagraniczna również jest opodatkowana według skali podatkowej, tak jak dochód. Umowa polsko-amerykańska o unikaniu podwójnego opodatkowania nie weszła w życie, bo Amerykanie jej nie ratyfikowali. To pytam się, po co Polska podpisała tę umowę, jeśli ona nie weszła w życie? Dlaczego się tego nie drąży, nie wzywa ambasadora, dlaczego nie podejmuje się konkretnych, zdecydowanych działań? Przez to mamy podwójny podatek – polski i amerykański, jeśli ktoś chciałby wrócić do Polski.

Czyli nikomu powrót nie polepszy sytuacji.

Tak! Ludzie przepracowali całe życie i płacili na emeryturę, a na koniec wrócą ze $100-200... Z tego nawet w Polsce nie da się żyć.

A tym bardziej jeśli w starości się choruje, zostaje samemu... Polonia podjęła dużo kroków, choć jak Pan mówi – kluczowe jest działanie na szczeblu dyplomatycznym. A czy Polacy mogą coś zrobić? Jeśli wyjście na ulice zakończyło się decyzją prezydenta o zawetowaniu dwóch ustaw w sprawie sądów...

Jestem przekonany, że nie. Tak jak mówiłem, w Polsce panuje podejście: oni w USA mają dobrze, o co im chodzi. Nawet wykształcone osoby po studiach, z którymi rozmawiam, powtarzają: macie DWIE emerytury, żyjecie w AMERYCE. Nikt nie wie o tym, że emigracja to galery. Nie widzę szansy, żeby jakiekolwiek działania obywatelskie w tej sprawie w Polsce powstały w tym temacie. Może i musi to wywalczyć wyłącznie Polonia, tylko zastanawiam się, w jaki sposób, co jeszcze można zrobić. Jadę do Polski, będę się widział z posłem Rzymkowskim, może uda się zainteresować kogoś z organizacji Kukiz ‘15. Jeśli rząd nam odmawia, niech opozycja się tym zajmie.

Pan się nie koncentruje na frustracji, ale na szukaniu rozwiązań – to bardzo budujące w tej sytuacji.

Ja się w ogóle nie frustruję, jestem wściekły na Polski rząd, że w taki sposób traktuje swoich obywateli, którzy wynieśli go do władzy. Przecież wiadomo, jak głosują emeryci. To niesłychane, jak można traktować swój elektorat. Będziemy dalej działać, ale na razie jestem przygotowany na to, że posypią się na mnie gromy, że niszczę przyjaźń polsko-amerykańską.

A jak z organizacją Solidarni 2010? Czy to mógłby być podmiot do rozmowy?

Myślę, że ta formuła organizacji quasi-politycznych się wyczerpała z momentem dojścia PiS-u do władzy. Wraz z odejściem z Klubu Gazety Polskiej zawiesiłem swoją działalność także tu. Te organizacje nie są zainteresowane działaniami społecznymi. Chcą brać udział w wielkiej polityce, a mnie chodziło o działalność społeczną, ideową. Teraz w tym wyścigu szczurów nie chcę brać udziału. Swoje zrobiłem dla Polski, bo chciałem, by ten rząd wygrał.

Bo miało być lepiej...

Myślę, że jest lepiej w wielu sferach, ale jeśli chodzi o sprawy polonijne, jestem bardzo rozczarowany i widzę, że w tej sprawie rząd raczej nie pomoże, więc trzeba szukać innych rozwiązań. Tak jak wiele lat organizowałem demonstracje przeciwko rządom Tuska czy Komorowskiego, niewykluczone, że teraz zrobimy jakąś demonstrację w sprawie nie politycznej, ale społecznej. By zwrócić uwagę na ten problem. Każdy problem, gdy dochodzi do niesprawiedliwości tak jaskrawej jak teraz, jest ważny. Każda władza, która to ignoruje, prędzej czy później odczuje skutek takiego postępowania. Na razie mleko się jeszcze nie rozlało, ale... wystarczy, że totalna opozycja podejmie temat. Wtedy już niczego nie załatwimy. Zostanie to wtedy wykorzystane przeciwko obecnemu rządowi, nic więcej. Ale widocznie rządzący nie mają wyobraźni i nie przewidują, co może się stać. To drugi powód mojego rozczarowania. Może się tak zdarzyć, że problem uderzy w ten rząd. 

Czy po wizycie w Polsce czegoś Pan oczekuje, że konkrety się pojawią?

Chcę się spotkać z posłami z Kukiz ‘15 i będę szukał kogoś, kto zechce się tym zająć – polityka w Polsce, który ma przełożenie na moc sprawczą i weźmie ten temat jako swój projekt. Jeśli ktoś by się podjął, do następnych wyborów mogłyby pojawić się konkrety.

Ciekawe, jaka jest świadomość Polonii, że dotyczy to wszystkich?

Wie pani, wśród emerytów to wiedza powszechna, a wśród tych, którzy mają jeszcze sporo czasu, mówią mi: Co pan sobie wymyśla? I jest to wątek wyśmiewany.

Ale w miarę upływu czasu jest coraz mniej zabawnie.

Tak, na razie są te dwa omówione kierunki. Będę się starał zainteresować polityków, którzy mają przełożenie, a tu w USA ostatecznie zostaje sąd. Gdyby udało nam się zainteresować jakiegoś senatora czy kongresmena, to niewiele to da, bo w Kongresie USA jest już inicjatywa ustawodawcza, by zreformować lub odwołać WEP. Ma nawet swój nr – HR711. Autorami są dwaj kongresmeni – jeden z Teksasu, drugi z Massachusetts. Utknęła, ponieważ WEP-em są też przede wszystkim poszkodowani amerykańscy pracownicy, którzy pobierają emeryturę rządową i z Social Security. Nie mogą się ze sobą dogadać – np. nauczyciele ze strażakami itp. W tym kontekście odsyłanie nas do rządu USA jest kompletną ignorancją i nieznajomością tematu. Mamy przed sobą potężne lobby różnych grup. A ta inicjatywa gdzieś utknęła, i to kilka lat temu. Musimy czekać, aż najpierw tamci się dogadają. Jesteśmy ostatnimi na tej ławce interesantów, małymi, najmniejszymi graczami. Ale do sądu możemy pójść, ponieważ jeśli dochodzi do takiej dyskryminacji, sąd nie będzie się oglądał na żadne lobby. Tylko że na to trzeba mieć finanse i to już ostateczność.

Oraz walka na noże.

Najlepsza byłaby rozmowa polskiego rządu z ambasadorem USA i szefem Labor Department. Ale skoro nie chcą... W swoich staraniach jednak nie będę ustawał. Zobaczymy, co dalej.

Dziękuję za rozmowę, będziemy śledzić ten temat.

Rozmawiała Aleksandra Nizioł

wróć

Fotorelacje

Dożynki w Klubie Sobieski

1 października br. w Amerykańsko-Polskim Klubie Sobieski w Greenacres (4725 Lake Worth Rd) odbyły się dożynki. W programie imprezy był barwny korowód z wieńcami dożynkowymi, a także program artystyczny, przygotowany przez Teatr „Bez Wizy” oraz zespół taneczny „Polonia” z zaprzyjaźnionego klubu Polonez w North Lauderdale. Nie zabrakło tradycyjnego polskiego jedzenia, atrakcji dla dzieci, w tym zjeżdżalni wodnych, jak i zabawy przy muzyce, o którą zadbał DJ Irek Roszkowski. Fot. Grzegorz Zyzdryn

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Październik
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
            01
02 03 04 05 06 07 08
09 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
10-23-2017
Projekcja filmu „Botoxx” w Scandinavia House
10-23-2017
Przystanek Historia w Szkole przy parafii św. Cyryla i Metodego
10-24-2017
Przystanek Historia w Instytucie Piłsudskiego w Nowym Jorku
10-24-2017
Wykład pt. „Poland at the Crossroads between Authoritarianism and Democracy”
10-25-2017
16. Festiwal Filmów Polskich w Chicopee
Zobacz kalendarz

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com