Maria Mirecka Maria...
VI Festiwal Filmów Dokumentalnych NNW Arkadiusz...
VI Festiwal Filmów Dokumentalnych NNW Pani Maria podczas...
Fot. Archiwum Zespołu Szkół nr 1 im. Marii Skłodowskiej-Curie w Oświęcimiu. Zespół Szkół nr 1...
Kartki na 100-lecie Marii Mireckiej-Loryś Kartki od...
Kartki na 100-lecie Marii Mireckiej-Loryś Ręcznie robione...
Kartki na 100-lecie Marii Mireckiej-Loryś Ręcznie robione...
Kartki na 100-lecie Marii Mireckiej-Loryś Ręcznie robiona...

„Ciągle jeszcze mogę pomagać!”

02-13-2016

Maria Mirecka-Loryś, bohaterka, patriotka, osoba niezwykle silna i charyzmatyczna, a przy tym niezwykle serdeczna. Służba ojczyźnie i służba innym ludziom – to idee, które przyświecają jej przez całe dotychczasowe życie. W rozmowie z „Białym Orłem” wyznaje, że zdarzyło jej się kiedyś przypadkiem uratować człowieka…

„Biały Orzeł”: Na początku muszę powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem Pani życiorysu. Wielu wybrało łatwiejszą drogę... Skąd Pani czerpała siłę i odwagę?

Maria Mirecka-Loryś: To jest rezultat patriotycznego wychowania w rodzinie. Byłam siódmym z kolei dzieckiem, moje starsze rodzeństwo też się angażowało w różne akcje. Gdy zaczęłam naukę na uniwersytecie, należałam do Młodzieży Wszechpolskiej, potem konspiracja… Idea Młodzieży Wszechpolskiej bardzo mi się wtedy spodobała, do dziś często goszczę na ich zjazdach, ostatnio w zeszłym roku byłam. Ale przede wszystkim wyniosłam to z domu. Tak nas wychowano.

Walczyła Pani o Polskę, ale musiała ją Pani opuścić…

Tak, w 1945 roku już była taka sytuacja, że musiałam uciekać. Trafiłam do Włoch, do II Korpusu gen. Andersa. O, i tam przy okazji uratowałam dwie osoby! Byłam przesłuchiwana, dlaczego uciekłam z Polski, co tu robiłam. Spotkałam podczas przesłuchania mojego dawnego znajomego z oddziału, który, gdy przybył do Werony, zobaczył żołnierzy z wojska niemieckiego, nie wiedział, że część dołączyła do II Korpusu. Wziął ich za wrogów i się z nimi pobił! W dodatku w pewnym okresie był zmuszony do pracy w UB, nie chciał tego robić i uciekł, ale nie miał na to świadków. A ja go przecież znałam i poświadczyłam za niego. A drugi to był taki major o niemiecko brzmiącym nazwisku. Ale był Polakiem. Niesłusznie go oskarżono i aresztowano w Ankonie. Ale udało mi się wyprostować tę sytuację. I można powiedzieć, że trochę mimochodem, ale dwóch ludzi uratowałam. Ale chciałam wrócić, do Polski. Nawet podjęłam próbę wyjazdu, ale oficer, z którym jechałam, stwierdził, że jesteśmy śledzeni i trzeba zrezygnować z dalszej podróży. Potem dopiero mi się przyznał, że nikt nas nie śledził, ale powrót do Polski był zbyt niebezpieczny. „Oni znają twoje nazwisko, w czterech więzieniach siedziałaś, będziesz na celowniku. Ty nie mogłaś tam wrócić…” – tak mi powiedział. I pewnie to mnie uratowało. Wyszłam za mąż, ślub odbył się w Loretto. Pojechaliśmy do Anglii, tam urodził się nasz syn, Janek. A potem już trafiliśmy do Stanów Zjednoczonych. Mój mąż, Henryk Loryś, był bardzo dobrym i inteligentnym człowiekiem, znał sześć języków. Namawiano nas, żeby pojechać do Argentyny, ale jednak wybraliśmy Amerykę. I całe szczęście…!

Wróciła Pani na stałe do Polski. Co Pani sądzi o sytuacji w kraju?

Tu jest takie ogólne zobojętnienie. Każdy myśli o sobie. Choć jak już jakaś akcja jest organizowana, to ludzie się włączają. Mnie często zapraszają do szkół, na pogadanki. Ale ja się tu raczej nie udzielam. Ale uratowałam szkołę!

Szkołę?

Tak, w Racławicach, gdzie mieszkam, chciano zlikwidować szkołę, bo mało dzieci jest. Ale może to moje wstawiennictwo coś dało i szkoła nadal istnieje. Dzięki tym moim kontaktom trochę dobrego czasem udaje mi się zrobić…

Powiedziałabym, że nie trochę, ale całkiem sporo! Jeździ Pani od wielu lat na Ukrainę, pomaga żyjącym tam Polakom…

W tym roku też, jak siły dopiszą, pojadę na Ukrainę. Na Ukrainie działał mój brat, ks. Bronisław Mirecki. Kiedy po wojnie większość opuszczała te tereny, on nie wiedział, co zrobić. Napisał do o. Pio. I on mu odpisał: „trwaj”. I mój brat wytrwał. Chociaż oficjalnie zabroniono mu być księdzem. A on dla niepoznaki zamiast kielicha używał szklanki… Kiedy powiedziałam o tym na antenie radia, dostałam 14 kielichów od Polonii w Stanach! Ale on nie mógł ich przyjąć, to by go zdemaskowało… Kiedy ruszał w podróż, nie kupował na stacji biletów, żeby zmylić funkcjonariuszy. Ja tam jeździłam na początku z moją siostrą, Heleną, przewoziłyśmy dewocjonalia, dary…


Maria Eleonora Mirecka-Loryś urodziła się 7 lutego 1916 roku w Ulanowie. W 1937 r. ukończyła gimnazjum i podjęła studia na Wydziale Prawa na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Aktywna działaczka Młodzieży Wszechpolskiej. Od 1940 r. komendantka Narodowej Organizacji Wojskowej Kobiet, najpierw w powiecie niżańskim, potem w okręgu rzeszowskim. Zaangażowała się w działalność konspiracyjną, używała pseudonimu „Marta”. W 1943 r. uczestniczyła w konspiracyjnym odnowieniu ślubów na Jasnej Górze, które 7 lat wcześniej podczas pielgrzymki złożyła polska młodzież akademicka. W 36-osobowej grupie młodzieży Maria Mirecka reprezentowała Lwów, a obecny tam Karol Wojtyła – Kraków.

Po zakończeniu wojny wznowiła studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. 1 sierpnia 1945 r. została aresztowana w Nisku. Zagrożona utratą życia w grudniu 1945 r. opuściła Polskę i z grupą kilkunastu działaczy narodowych dotarła do obozu II Korpusu gen. Władysława Andersa pod włoską Ankoną. Tam poznała swego męża, oficera rezerwy, Henryka Lorysia, z którym w październiku 1946 r. wyemigrowała do Anglii. W styczniu 1952 r. z rodziną wyjechała do USA, najpierw do Toledo w stanie Ohio, a w 1954 r. do Chicago.

Przez 32 lata była redaktorem „Głosu Polek”. Współpracowała z polonijnym radiem w Chicago, dla którego nagrywała cotygodniowe felietony z cyklu „Otwarty mikrofon”. Jest autorką książki pt. „Odszukane w pamięci. Zapiski o rodzinie, pracy, przyjaźni”, wydanej sześć lat temu. W 2014 r. został zrealizowany film dokumentalny o jej życiu pt. „Szkic do życiorysu”. Od lat 70. wielokrotnie wyjeżdżała na Ukrainę, niosąc pomoc mieszkającym tam Polakom.

Komendantka Główna Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Kobiet, członkini Związku Polek w Ameryce oraz dyrektor Krajowego Zarządu Kongresu Polonii Amerykańskiej. Maria Mirecka-Loryś została uhonorowana wieloma wysokimi odznaczeniami, są wśród nich: Krzyż Zasługi, Krzyż Walecznych, Krzyż Partyzancki, Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski otrzymany 3 maja 2006 r. od Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.


To stąd wziął się przydomek „Boża Przemytniczka”?

Tak, woziłyśmy i pieniądze, i żywność… Tam ciągle jest straszna bieda. A ludzi byli i są zastraszeni, oni nie ufają obcym. Ale mi, przez wzgląd na mojego brata właśnie, wierzyli. Byliśmy podobni do siebie z wyglądu. A potem to już i mnie znali. Ale Bronka ciągle tam pamiętają. W zeszłym roku, gdy jechaliśmy na grób mojego brata, jakoś pomyliła nam się droga. I spotkaliśmy jakąś kobietę, więc wysiadłam z auta, podchodzę do niej, a ona w płacz! Ja zdziwiona pytam, co się stało, a ona na to, że pewnie jestem siostrą ks. Mireckiego. Oni ciągle go pamiętają i kochają, bo był bardzo dobrym księdzem, i dobrym człowiekiem.

Napisała Pani książkę: „Odszukane w pamięci. Zapiski o rodzinie, pracy, przyjaźni”. Część pierwsza opowiada o Pani działalności w konspiracji?

Zaczęłam ją pisać, jak miałam ponad 80 lat! Ale tu nie chodzi tylko o mnie, żeby przekazać tę historię, ale też o dziewczyny, które pracowały ze mną i zginęły. Żeby przetrwała pamięć o nich. A druga część opowiada już o moich losach w Stanach (rzeszowski IPN przygotowuje publikację o działalności emigracyjnej pani Marii – przyp. red.).

Czym według Pani jest patriotyzm w dzisiejszych czasach?

Wie pani, ja byłam kiedyś na takiej pogadance w szkole, w Stalowej Woli, mówiłam dzieciom o Marii Konopnickiej. Teraz młodzież mało o tym wie… A jednak gdy skończyłam mówić, sami z siebie wstali i odśpiewali „Rotę”. A potem mi panie nauczycielki mówiły, że właśnie te największe łobuziaki szczególnie się zainteresowały, jeszcze potem zadawały pytania. Tak więc mamy też i dobrą młodzież.

100. urodziny – taki jubileusz skłania do refleksji. Czy jest coś, czego Pani żałuje, czy podjęłaby Pani inną decyzję?

Na samym początku chciano mnie wysłać na medycynę. Ale ja zobaczyłam jak moja siostra uczy się prawa i zachwyciło mnie prawo rzymskie, takie było uporządkowane, jasne. Moi rodzice przez rok nie wiedzieli, że studiuję prawo! (śmiech) Marzyłam o tym, żeby być adwokatem i posłem. No, to się mi nie udało… Nie jest łatwe to życie. Ale Bóg daje mi zdrowie. I mogę jeszcze pomagać…

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Szybiak


Rozmowa z Arkadiuszem Gołębiewskim, dyrektorem festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci” i inicjatorem akcji wysyłania życzeń na setne urodziny Marii Mireckiej-Loryś

100 kartek na 100. urodziny

„Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci” – czyli ci, których chciano wymazać z polskiej historii. Festiwal NNW to projekt mający na celu przywracanie pamięci o faktach polskiej historii od 1944 roku. W jego ramach odbywają się pokazy filmowe połączone z panelami dyskusyjnymi, wystawami, koncertami i spotkaniami ze świadkami historii. Kulminacyjnym punktem jest festiwal filmowy, który odbywa się co roku jesienią w Gdyni. Podczas VI edycji festiwalu w 2014 r. Maria Mirecka-Loryś została odznaczona „Sygnetem Niepodległości”. „Biały Orzeł” rozmawia z Arkadiuszem Gołębiewskim, dyrektorem festiwalu i inicjatorem akcji wysyłania życzeń na setne urodziny Marii Mireckiej-Loryś.

„Biały Orzeł”: Skąd pomysł na takie uczczenie jubilatki?
Arkadiusz Gołębiewski
: Setne urodziny są bardzo wyjątkowe, a wciąż wiele osób wysyła jubilatom kartki na urodziny. Dlatego też był to dla nas zupełnie naturalny pomysł. Dodatkowo pani Maria jest osobą bardzo wyjątkową dla naszego Festiwalu Filmów Dokumentalnych „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”, w 2014 roku pani Maria była naszym gościem i została odznaczona „Sygnetem Niepodległości”, wyróżnieniem przyznawanym świadkom historii bohatersko walczącym o wolność oraz niepodległość naszego kraju.

Czy jest duży odzew społeczny – ile mniej więcej przyszło w tej chwili pocztówek, życzeń?
Obecnie (stan na 26 stycznia br.) jest 90 kartek. Mamy nadzieję, że uda się nam dojść do 100 kartek na 100. urodziny. Są przepiękne, ręcznie robione kartki od dzieci, zdjęcia całych klas ze szkół, sami jesteśmy wzruszeni jak je przeglądamy. Są także kartki z zagranicy, m. in. z Arizony. Najmłodszym twórcą kartki jest Laura, która ma 3,5 roku.

Jak i kiedy zamierzacie je wręczyć Jubilatce?
Mamy nadzieję, że uda się nam osobiście wręczyć kartki pani Marii, na naszym fanpage’u na Facebooku https://www.facebook.com/niepokorni.niezlomni.wykleci/?ref=hl na pewno znajdzie się relacja z wręczenia kartek pani Marii.

Co Pan, jako dyrektor Festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”, mógłby powiedzieć o pani Marii?

Pani Maria jest kobietą niezłomną, bohaterką. Po wybuchu wojny zaangażowała się w działalność konspiracyjną. Ta młoda dziewczyna, nieustannie zagrożona aresztowaniem, najpierw przez gestapo, później przez UB, wykonywała zadania o kluczowym nieraz znaczeniu dla władz wojskowo-cywilnych podziemia narodowego.

Czy współcześnie, Pana zdaniem, tacy ludzie jak pani Maria, mogą stanowić wzór dla innych? Jak ważna jest pamięć o nich?

Pani Maria to wspaniała kobieta, wielu młodszych od siebie mogłaby zawstydzić temperamentem i radością życia. Jestem dumny z tego, że jest zaprzyjaźniona z naszym festiwalem i że była jego gościem. To jest jeden z naszych celów głównych – łączyć pokolenia – młodym ludziom podsuwać takich bohaterów jak pani Maria. A pamięć o tych osobach jest nieodłącznym elementem historii najnowszej naszego kraju. Tacy ludzie jak pani Maria walczyli o naszą wolność. To, co mnie zaskoczyło, to niesamowita witalność pani Marii. Na festiwalu niemal cały czas była aktywna, nie schodziła ze sceny, chętnie opowiadała, jeśli tylko była okazja. Udzielała wyczerpujących odpowiedzi, świetnie nawiązywała kontakty z młodzieżą, która przyjechała na festiwal ze swoimi filmami amatorskimi. W głównym konkursie pokazywaliśmy film o jej życiu „Szkic do życiorysu” w reż. Ewy Szakalickiej. To, co zaskakuje, to jej ogromna chęć działania i pomocy innym. Pani Maria od lat i teraz również systematycznie jeździ na Ukrainę i wozi dary. Pani Maria potrafi sama stopem przyjechać czasem do Warszawy z odległej miejscowości pod Rzeszowem! Cenna jest także jej aktywność z poprzednich lat w Chicago. Wychowała również wspaniale dzieci. Jej syn przez lata był szefem Muzeum Polskiego w Chicago, a dzisiaj, mimo że jest na emeryturze, to również cały czas jest aktywny. Rodzinna aktywność jest inspiracją dla mnie jako reżysera, producenta filmowego, ale i jako szefa Festiwalu NNW. Pani Maria zaraża swoją charyzmą, energią, prostotą przekazu. Daje świadectwo, jak można pięknie i odważnie kroczyć przez życie i ciągle być wiernym swoim ideałom.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Joanna Szybiak

wróć

Fotorelacje

37-lecie klubu Polonia Society of Korona, Inc.

W sobotni wieczór, 7 listopada, na słynnej już Polance, odbył się Bal Polonijny zorganizowany przez klub Polonia Society of Korona, Inc., podczas którego celebrowano 37-lecie istnienia tej organizacji. Fot. Facebook.com/ Polonia Society of Korona, Inc.

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Grudzień
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
  01 02 03 04 05 06
07 08 09 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zobacz kalendarz

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com